Zastanawiacie się, czy wierzyć w przeznaczenie? Powiem jedno - dobrze, że tu trafiliście, bo dzięki temu możemy opowiedzieć naszą historię i przekonać Was, że miłość potrafi wszystko zmienić na lepsze. Nie wierzycie? To przekonajcie się sami oglądając relację z naszego ślubu na stronie eSlub.com Ale może od początku.

Ona: Moi bliscy doskonale wiedzą, jaki miałam charakter - że ciągle zastanawiałam się, czy na pewno postępuję słusznie, czy może trzeba było coś inaczej zrobić... I oczywiście wszyscy pamiętają, jak kiedyś chorobliwie bałam się wszelkiego ryzyka. Wolałam tkwić w tym, co było może i nudne, ale za to bezpieczne. Dlatego też nie chciałam angażować się w żaden związek. Bo już na samym początku zadawałam sobie pytanie - a co będzie, jak nam się nie uda?

I kiedy tak żyłam sobie "bezpiecznie" w moim małym światku - los ni z tego ni z owego spłatał mi figla. Nigdy nie zapomnę tego dnia. 9 maja, pogoda była tak piękna, że udało mi się zapomnieć o ciężkim dniu w pracy. Pomyślałam, że czemu by nie posiedzieć w parku, naładować się dobrą energią... I kiedy tak "ładowałam baterie" siedząc z zamkniętymi oczami na ławce, nagle jakiś cień przesłonił mi promienie słoneczne. Niechętnie otworzyłam oczy i zobaczyłam, że stoi przede mną chłopak i dziwnie się uśmiecha. Zapytał, czy może się dosiąść, bo czeka na kogoś. "A co mnie to obchodzi", pomyślałam. Ale moje milczenie nie przeszkadzało mu, aby mnie ciągle zagadywać. Aż w końcu zaczął się śmiać i zapytał:
- Naprawdę mnie nie poznajesz?
Dopiero wtedy przyjrzałam się nieznajomemu.
- Adam! Nie poznałam cię!
On: Ja miałem niezłą zabawę, kiedy próbowałem zwrócić na siebie twój wzrok, a ty uparcie odwracałaś głowę w drugą stronę, albo zamykałaś oczy!
Ona: Bo ja szukałam wtedy świętego spokoju, a nie starych znajomych. Z Adamem chodziliśmy do podstawówki przez kilka lat, potem ja musiałam z rodzicami wyjechać do innego miasta.
On: A dla mnie była to najgorsza rozłąka. Bo ja cię kochałem już w pierwszej klasie, kiedy wrzucałem ci kredę do butów w szatni. A ty nawet nie chciałaś na mnie spojrzeć! Naprawdę ciężko przeżyłem to, że mogliśmy się już nigdy nie zobaczyć.
Ona: Fakt, romantyk był z ciebie nie lada... Adam mi wyjaśnił, że to jego ostatnie dni w mieście, bo zamierza wyjechać za granicę do pracy. Powiedziałeś mi wtedy...
On: ...że został nam tydzień na nadrobienie zaległości znajomości. I że lepiej nie czekać, tylko od razu zapraszam cię na kolację.
Ona: I cały mój uporządkowany świat się zmienił. Bo kto by pomyślał, że ja - taka odpowiedzialna i poważna - będę się uczyć jeździć na rolkach, nie dbając o siniaki, czy siedzieć prawie do rana, bo się zagadaliśmy...
On: Bo w końcu zrozumiałaś, że nie możesz mi się oprzeć.
Ona: Nie, chyba jeszcze nie wtedy. Ale kiedy myślałam, że wyjedziesz i już się nie spotkamy... Chyba jeszcze nigdy nie byłam taka zagubiona. Bo z jednej strony miałam pewność, że moje życie wróci na swój poprzedni tor, ale z drugiej sama już nie wiedziałam, czy tego chcę. Ale stało się - Adam wyjechał. I chociaż obiecaliśmy sobie, że będziemy w kontakcie, że kiedy tylko będzie możliwość, to będziemy się odwiedzać, to jak się skończyło?
On: Pierwszy rozdział naszej trudnej miłości zakończył się tak, że nie chcieliśmy ze sobą rozmawiać, bo myśleliśmy oboje, że tak będzie łatwiej zapomnieć i układać sobie życie. W sumie nawet to logiczne było. Ja zaczynałem robić karierę "za wielką wodą", sporo już osiągnąłem. I wtedy postanowiłem przyjechać do kraju, odwiedzić rodzinę.
Ona: I przy okazji odwiedzić naszych wspólnych znajomych. Pamiętasz, jaka niezręczna cisza zapadła, kiedy się u nich spotkaliśmy? Nie wiedzieliśmy, co powiedzieć.
On: Ale wtedy już wiedziałem, że tym razem nie pozwolę ci odejść. Bo wiedziałem, że teraz było nasze "być albo nie być". Że to mogła być ta ostatnia szansa, jaką dał nam los.
Ona: I warto ją było wykorzystać. Ja też przestałam się już bronić przed uczuciem, to była walka z góry skazana na porażkę.

I tak zaczęła się nasza miłość. Będąc już razem musieliśmy wiele razy stawiać czoła przeciwnościom. Ale nauczyliśmy się jednej ważnej rzeczy: nie ma takiego problemu, którego nie dałoby się rozwiązać, kiedy jesteśmy razem. I wtedy uwierzyłam, że miłość po prostu czyni cuda. Więc mówcie, co chcecie - dla mnie to było przeznaczenie, że po tylu rozstaniach udało nam się w końcu wyrzec to sakramentalne "tak".
On: Może i przeznaczenie... Ja po prostu wykonywałem plan, który założyłem sobie, kiedy pierwszy raz cię zobaczyłem, kiedy składaliśmy przysięgę pierwszoklasistów!